Kiedy patrzę na swoje zdjęcia z dzieciństwa, widzę małą dziewczynkę stojącą na krześle, wystrojoną, ale przestraszoną. To było moje pierwsze zdjęcie. Żal mi było patrzeć na siebie jako dziecko. Następne zdjęcie było rok później na imprezie dla dzieci… A teraz jestem już w pierwszej klasie z alfabetem i kokardkami, uśmiechając się nieszczerze.
I wtedy do mnie dotarło! Chcę, aby moje dzieci i dzieci, które spotkam, zostały pochowane we własnych ramionach i uduszone ze szczęścia i śmiechu!
I patrząc na te zdjęcia, ani ja, ani Wy nie będziecie smutni, ale pamiętajcie o cieple i czułości tego dnia i przeżyjcie tę przygodę ponownie ze swoimi dziećmi…
Te bose stópki, zmierzwione włoski na policzkach rodzica – chwile szczęścia… To się liczy! A to oznacza, że nie żyję na próżno!